Chrystus zmartwychwstał!

Jeden błysk – jak tysięczna część myśli. Jeden grzmot – tak potężny, że niesłyszalny.

Jezus żyje! Zmartwychwstał!

Już wiem, miłość nie umiera – miłość żyje, choćby zabita, zmartwychwstaje.

zmartwychwstanie

Życzę, aby kolejne już przeżywanie tajemnicy zmartwychwstania przyniosło nam miłość taką, jaką obdarzył nas Jezus umierając na Krzyżu. Niech ten czas przyniesie nam nadzieję, pokój oraz ulgę w trudnościach codzienności.

Serdeczne pozdrowienia z Ejszyszek na Litwie!

Operacja KILO

W myślenickich sklepach 27 i 28 marca odbyła się zbiórka żywaności pod hasłem “Operacja KILO” , której miałem przyjemność być współkoordynatorem

Operacja KILO

Młodzież pełniła w sklepach dyżury, zachęcała klientów do zakupu większej liczby żywności i środków czystości. Owocem naszego działania było zebranie niecałej tony towarów.

Operacja KILOMoje podziękowania za zaangażowanie się w akcję pragnę wyrazić wobec wszystkich ofiarodawców oraz wolontariuszy, szczególnie zaś wobec uczniów I Liceum Ogólnokształcącego w Myślenicach, Gimnazjum nr 1 w Myślenicach, myślenickich harcerzy oraz Oazy Ruchu Światło-Życie parafii pw. Narodzenia NMP oraz św. brata Alberta.

Zgromadzone środki zostaną przekazane Polakom mieszkającym na Litwie, Caritasowi Kraków, myślenickiej Betanii oraz za pośrednictwem PCK osobom potrzebującym z terenu Powiatu Myślenickiego.

Zobacz – galeria “Operacja KILO”

Życzenia świąteczne

Już niedługo zasiądziemy do wigilijnego stołu, będziemy łamać się opłatkiem, składać sobie życzenia. Jednak czy będziemy pamiętać o najważniejszym w tym szczególnym czasie – o przyjściu Zbawiciela?

Dzieciątko JezusNiech te święta przyniosą każdemu pokój i dobro, niech okażą się wyjątkowe, spędzone w rodzinnej atmosferze pełnej ciepła. I wreszcie by każdy z Was nie zapomniał sensu tych Świąt. Życzę każdemu spełnienia marzeń, zdrowia, błogosławieństwa Bożego Dzieciątka. Jednak nade wszystko pragnę życzyć każdemu zaufania i zawierzenia Jezusowi, dokonywania wyborów zgodnych z Jego wolą, podążania drogą wskazaną przez Niego. By ludzie obdarzali Was ciepłem i miłością.

Na nadchodzący rok – by przyniósł jeszcze więcej cudów niż poprzedni oraz by te cuda zostały przez nas zauważone. By przyniósł chwile słabości – przez co będziemy mogli się umocnić przezwyciężając je, oraz chwile radosne, szczęśliwe – byśmy mogli doświadczyć namiastkę szczęścia wiecznego.

Duc in altum!

Krystyna Bajor: „Być może istnieją czasy i wspomnienie piękniejsze, ale te są nasze”

Już jutro ukaże się publikacja z okazji 100-lecia Gimnazjum i Liceum w Myślenicach pt. “Rozmowy na 100-lecie”. Znajdzie się w niej moja rozmowa z panią profesor Krystyną Bajor, którą już dziś publikuję.

„Być może istnieją czasy i wspomnienie piękniejsze, ale te są nasze”

Krystyna Bajor – absolwentka liceum, do którego uczęszczała w latach 1965-1969, polonistka Zespołu Szkół Ogólnokształcących w Myślenicach

Jest Pani inicjatorką publikacji „Rozmowy na stulecie”. Skąd ten pomysł?

Oczywiście bezpośrednią przyczyną jest jubileusz 100-lecia liceum, jednak sam pomysł zebrania wspomnień absolwentów pojawił się wcześniej. Podsunęli go odwiedzający mnie byli uczniowie. Rozmowy, wspomnienia, spotkania, zjazdy jubileuszowe uświadomiły mi, że każdy z nich ma swoją wizję szkoły. Warto utrwalić te wspomnienia, wszystko to, co było podstawą ich karier i kształtowało osobowości. Zaprosiłam do współpracy koleżanki, także absolwentki liceum: prof. Elżbietę Matlak-Trykę i prof. Elżbietę Święch.

Często odwiedzają Panią byli uczniowie, miałem okazję rozmawiać z nimi, uczestniczyli w lekcjach. Wracają po latach do szkoły, „20-stki”… Dlaczego?

Bo liceum to nie tylko budynek, sale lekcyjne, pracownie, to zacni (choć to się wie po latach) ludzie. To młodość – niepowtarzalna, wyjątkowa czyni tę szkołę magicznym miejscem. Czas zaciera to, co było kiedyś smutne, przykre i bolesne. Pozostaje wspomnienie czasu, który już nie wróci, stąd nostalgia do licealnych doświadczeń, chwil.

Czy fakt, że jest Pani absolwentką liceum miał tu jakieś znaczenie?

Oczywiście. To także moja wędrówka w tamte czasy. Jestem absolwentką liceum, tu odbywałam praktykę jako studentka filologii polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego i tu wreszcie jako polonistka pracuję 35-ty rok. Mogę powiedzieć, że z tą szkołą zrosło się moje życie, moja młodość, jak mawiał wieszcz, „górna i durna” i cały okres pracy zawodowej.

Jak to się stało, że osoba urodzona w Szczyrzycu (pow. limanowski.) została uczennicą myślenickiego liceum?

Był to raczej wybór rodziców. Zależało im na tym, bym mogła kontynuować naukę w szkole, przy której był internat (stąd Myślenice). Zatem szkoła ta nie była moim marzeniem i niewielki wpływ miałam na jej wybór.

Jak wspomina Pani czas spędzony w naszym liceum?

Dzisiaj z sympatią i nawet nostalgią. Początkowo jednak wydawała mi się mało przyjazną i sympatyczną.

Z czego to wynikało?

Oczywiście z faktu, że musiałam mieszkać w internacie. Miałam wtedy 14 lat i nie mogłam zaakceptować dyscypliny, „skoszarowania” i warunków, jakie tam panowały. Musisz wiedzieć, że było to bardzo trudne dla kogoś, kto miał tyle wolności w rodzinnym domu, zrozumienia i miłości. Z czasem udało mi się znaleźć przyjaciół tak w szkole, jak i w internacie i poukładać to życie. Ostatecznie całkiem sympatycznie wspominam ten czas. Do dzisiaj pamiętam nasze internackie dole i niedole, a także koleżanki, które dzieliły ze mną ten los – Marysię Makselon (siostrę ks. prof. Józefa Makselona), Anię Dybeł, Jadzię Czerwińską…

Jak wspomina Pani swoją klasę? Wiem, że chodziła Pani do jednej klasy z Panem Senatorem Bisztygą.

Tak, Staszka Bisztygę wspominam bardzo ciepło i sympatycznie – już wtedy był dojrzalszy od nas. Podobnie moją fantastyczną klasę. Wydaje mi się, że byliśmy sympatycznym zespołem, lubianym przez nauczycieli i na pewno bardziej zdyscyplinowanym od was.

A jak, z perspektywy nauczyciela, wspomina Pani swoich „mistrzów”?

Istotnie byli to dostojni i zacni nauczyciele w dosłownym tego słowa znaczeniu. Muszę jednak przyznać, że był niesamowity dystans między nimi a nami – uczniami. Cudowną osobą była wychowawczyni – prof. Zofia Jaros, która z iście macierzyńską troską czuwała nad naszym okresem „burzy i naporu.” Jak każda klasa mieliśmy swoje wybryki, ale to właśnie wychowawczyni umiała temperować emocje i nie wszystko dochodziło do dyrektorskich drzwi.

Bardzo mile wspominam prof. Andrzeja Bałę i do dzisiaj pamiętam jego wyraz twarzy, kiedy mówił: „Siadaj! Bredzisz!” i było wiadomo, że schodziło się z katedry, „ze spuszczoną głową” i odpowiednią oceną w dzienniku. Moi nauczyciele to osobowości bardzo różne, a jednak przyjazne młodym ludziom: pan prof. Władysław Gawron – dostojny, sympatyczny pan, który uczył nas chemii; niezwykłe metody nauczania prezentował prof. Henryk Bidziński; polonistyczną duszę posiadał prof. Józef Bałuk; niezwykle ciepłą osobą była prof. Maria Szamota (choć tyle przykrości jej sprawialiśmy).

Pan Senator Bisztyga wspomina Panią jako humanistkę.

Istotnie, posiadałam zawsze humanistyczną duszę, chociaż przedmioty ścisłe nie sprawiały mi aż tak wielkiej trudności. Dużo w tym wyrozumiałości i tolerancji ze strony nauczycieli, np. na fizyce rzadko rozwiązywałam zadania, częściej odpowiadałam z tzw. teorii, biografii niezwykłych fizyków.

Dlaczego wybrała Pani polonistykę? Czy tylko dlatego, że posiadała Pani „humanistyczną duszę”?

Raczej z rozsądku, ponieważ moim marzeniem było ogrodnictwo i studia na Akademii Rolniczej. Jednak świadomość zdawania na egzaminie wstępnym chemii i fizyki uświadomiła mi, że to raczej pobożne życzenie niż mające szansę realizacji marzenie. Ponieważ byłam niezłą humanistką, sądziłam, że podołam studiom polonistycznym. Moim wujkiem był dr Władysław Gębik – zdawał maturę w naszym liceum w 1918 roku – wybitny pisarz i działacz warmiński, stąd tradycje humanistyczne w mojej rodzinie były bardzo żywe.

Jak Pani wspomina swoich uczniów, klasy, których była Pani wychowawcą?

To bardzo trudne pytanie, ponieważ z każdą klasą, zwłaszcza tą, której byłam wychowawczynią, czułam się bardzo związana. Często organizujemy „-lecia” matury. Ostatnio uczestniczyłam w spotkaniu absolwentów, którzy 30 lat temu zdawali egzamin dojrzałości (była to pierwsza klasa w mojej karierze nauczycielskiej). Do dzisiaj pamiętam twarze, gorzej z nazwiskami, ale zawsze są to przyjacielskie rozmowy (zdarza mi się także uczyć dzieci moich dawnych uczniów).

Z wielką sympatią myślę o swoich olimpijczykach. Za szczególne wydarzenie w karierze polonistycznej uważam to, że ks. dr Marcin Godawa był pierwszym absolwentem tej szkoły, który wygrał eliminacje centralne Olimpiady Literatury i Języka Polskiego – zdobył złoty medal. Budziło powszechne zaskoczenie jurorów to, że uczeń myślenickiego liceum, urodzony w Pcimiu, pokonał wszystkich „pewniaków” z renomowanych szkół w Polsce. W następnym roku sukces ten powtórzyła Joanna Cyrek – także złota medalistka Olimpiady Polonistycznej, obecnie wybitna prawniczka pracująca w Harvardzie.

W swojej karierze zawodowej otrzymała Pani wiele wyróżnień, dyplomów, nagród. Które z nich ceni Pani najbardziej?

Największą wartość ma dla mnie tytuł Osobowość Powiatu Myślenickiego; czytelnicy Dziennika Polskiego poprzez głosowanie zadecydowali o tym wyborze. Myślę, że w dużej mierze zawdzięczam ten sukces absolwentom, którzy o mnie pamiętali.

Jakie są Pani dalsze plany zawodowe?

(śmiech) No cóż, w moim wieku trudno planować. Jak mówił Jan Kochanowski „srebrne w głowie nici”, stąd pora powoli żegnać się z zawodem. Ta myśl dojrzewa we mnie. A tak poważnie mówiąc marzę o cichej, spokojnej jesieni życia.

Może kiedyś w księgarniach będę mógł dostać książkę Pani autorstwa?

(śmiech) Sugerujesz, że czas pamiętniki pisać? Być może czas emerytury pozwoli uporządkować materiały, których sporo się uzbierało przez te lata i być może wydać.

Jakie przesłanie mogłaby Pani skierować do mnie, do nas – młodych licealistów?

Cytując Henryka Sienkiewicza chciałabym Ci zadedykować następującą myśl:

Jedno życzenie mogę Ci wpisać do albumu,
jak najwięcej serca i w miarę rozumu.

Dziękujemy za lata pracy w naszej szkole. Dziękujemy za pomysł tej książki. Dziękuję serdecznie za rozmowę, która wiele mi dała.

Stanisław Bisztyga: Senatorem się bywa, a człowiekiem i myśleniczaninem trzeba być zawsze

W jutrzejszej “Gazecie Myślenickiej” ukaże się moja rozmowa z senatorem Stanisławem Bisztygą z okazji jubileuszu 100-lecia Gimnazjum i Liceum w Myślenicach. Już dziś publikuję ten wywiad. Wkrótce zamieszczę także rozmowę z profesor Krystyną Bajor.

„Senatorem się bywa, a człowiekiem i myśleniczaninem trzeba być zawsze”

Doktor Stanisław Bisztyga – absolwent myślenickiego liceum im. Tadeusza Kościuszki, obecnie polityk Platformy Obywatelskiej, ekonomista, Senator VII kadencji.

Jak wspomina Pan czas spędzony w liceum?

Czas spędzony w liceum wspominam oczywiście bardzo sympatycznie. Był to bardzo piękny okres w moim życiu. Maturę zdawałem w maju 1969 roku. W tym roku było wiele ważnych wydarzeń, a najważniejszym z nich była koronacja Obrazu Matki Bożej Myślenickiej w sierpniu 1969 roku. Te wydarzenia nałożyły się na siebie. Był to czas bardzo podniosły.

W szkole, jak każdy, miałem przedmioty, które lubiłem, ale również i takie, za którymi nie przepadałem. Nie lubiłem fizyki i astronomii. Natomiast z języka rosyjskiego miałem zdany egzamin państwowy. Jednak mimo to moja nauczycielka dała mi na koniec roku trójkę. Takie to były czasy. Musiałem nawet zmienić klasę w ostatnim roku nauki. Obniżono mi zachowanie i chcieli mnie nawet ze szkoły wyrzucić. Wszystko to było spowodowane moją interpretacją listu biskupów polskich do biskupów niemieckich. Inaczej uczono mnie w szkole a inaczej w domu rodzinnym i kościele. Ponadto w 1968 albo 1969 roku byłem proszony, podobnie jak wielu moich kolegów, na „ubecje” do Myślenic. Kazano nam podpisać takie oświadczenie, że nie pójdziemy do seminarium. Oczywiście nie podpisałem.

W moich czasach szkolnych była moda na palenie papierosów. Pewnie teraz jest tak samo. Wszyscy musieli przejść przez ten etap palenia. Z jednej strony moi koledzy bardzo nalegali, że trzeba te papierosy palić, z drugiej jednak tytoń działał na mnie bardzo źle. Postanowiłem smarować sobie palce jodyną – to pamiętam do dziś – żeby mieć żółte i pokazać koleżkom, że paliłem. Podczas gdy nie paliłem, bo po prostu nie mogłem.

Z takiego codziennego, szkolnego życia to bardzo sympatycznie wspominam pantofle, w których trzeba było chodzić, szatnie z workami, tarcze na rękawku. Panowała wtedy moda na golfy, a ponieważ było dość biednie, to mój kolega wpadł na pewien pomysł. Przekładał sobie koszulę do tyłu i miał golf.

Właśnie. Odnoście Pana kolegów – jak Pan wspomina swoją klasę…?

Klasę? Fantastycznie!

…do jednej klasy chodził Pan z panią profesor Krystyną Bajor.

Krysię Trzupek, bo wtedy tak się nazywała, wspominam wspaniale! Do dziś pamiętam listę mojej klasy: Bednarczyk, Bednarz, Bergiel, Bisztyga, Blidek, Bochanek, Boguta, Cyrek, itd.. Krysię wspominam bardzo ciepło. Zawsze była humanistką. Bardzo się cieszę, że języka polskiego uczy taka mądra kobieta. A odnośnie polonistów – my mieliśmy ogromne szczęście do nauczycieli języka polskiego, bo uczyła nas pani Zdzisława Zahel-Koniuszy, była ona dobrą nauczycielką. Bardzo dobrą! Z nauczycieli bardzo miło wspominam również panią Teresę Bielową, dzięki której nauczyłem się fantastycznie języka rosyjskiego. Natomiast pana Andrzeja Bałę od fizyki podziwiam za jego pasję. W szkole było bardzo wielu sympatycznych ludzi.

Pana Michała Wojciechowskiego, który uczył przysposobienia obronnego, również wspominam bardzo serdecznie. On już zmarł wiele lat temu. W moim życiu mocno zarysował się wątek harcerski. Byłem nawet szefem drużyny harcerskiej. Pamiętam do dziś, że będąc ministrantem, raz nie zdążyłem się przebrać i poszedłem w mundurku służyć do mszy. Miałem później lekkie kłopoty. Dość dawno było 25-lecie mojej matury. Obecny był również pan Wojciechowski. A ponieważ my uczyliśmy się wielu regułek, to postanowiłem powiedzieć panu Wojciechowskiemu dwie z nich: „Co to jest szyk? Szyk w pojęciu wojskowym jest to ustawienie żołnierzy, pojazdów, oddziałów, zgodny z regulaminem do wspólnego wykonania określonych czynności”, i druga regułka: „Rozkaz jest to decyzja dowódcy podana podwładnym do natychmiastowego, jednoczesnego i jednolitego wykonania”. Niezwykle zaskoczyłem tym pana profesora, gdy powiedziałem mu to po 25-ciu latach. A teraz to już prawie po 40-tu.

Ma Pan niesamowitą pamięć.

Chyba tak. Natomiast to wszystko się pomału już zaciera. Raczej obraca się w stronę dobrych i miłych rzeczy. Nie pamiętam, żebym w szkole miał jakieś konflikty czy nieprzyjemne zdarzenia. Czas szkolny wspominam bardzo ciepło i serdecznie.

Chciałbym jeszcze powiedzieć o znajomościach zawartych w czasach szkolnych. To są najtrwalsze przyjaźnie z okresu szkoły średniej, czy studiów. Można się nie widzieć 25 lat, a poznawać się nadal. Ja to nazywam „hibernacją przyjaźni”. Nadal jest Rysiu, Stasiu, Aniu, Marysiu… czy Krysiu i nadal jest tak samo fajnie między nami jak było kiedyś.

O przeszłości powiedział Pan wiele. Teraz jednak chciałbym zapytać o czasy bliższe. Obecnie jest Pan senatorem. Proszę opowiedzieć o Pańskiej drodze do tego stanowiska. Odniósł Pan ogromny sukces, bo przecież 314 314 głosów to rekordowy wynik.

Tak, jest to jakaś magia cyfr. Porównując się do pierwszego senatora z ziemi myślenickiej – pana Andrzeja Średniawskiego – muszę przyznać, że to bardzo zobowiązuje. On ma w Myślenicach swoją ulicę. Ja zakładam, że nie będzie ulicy Bisztygi, jednak jestem bardzo zmobilizowany do pracy na rzecz myślenickiego społeczeństwa. Mój sukces wyborczy to bardzo miłe wspomnienie i na pewno liceum ma w tym jakąś swoją cząstkę, ponieważ mnie ukształtowało.

Wiele razy powtarzałem, że każde wybory to rodzaj konkursu piękności. Na nazwisko pracuje się całe lata w różnych środowiskach. Ja np. skończyłem dwie uczelnie, zrobiłem doktorat, byłem radnym Sejmiku Województwa Małopolskiego, radnym Rady Miasta Krakowa. Ponadto 20 lat pracy w firmie w branży budowlanej. To wszystko składa się na pewną całość.

Czy może Pan opowiedzieć jak wygląda praca senatora?

Senat to izba z ogromnymi tradycjami. Obecnie jest to Izba Wyższa – trochę mniej problemów bieżących, trochę więcej refleksji, czasu na przemyślenia i na sprawy ludzkie niż w Sejmie. Jaka będzie przyszłość Senatu? Trudno powiedzieć. Mówi się o likwidacji Senatu. Jednak jest to raczej kwestia przyszłości. Na pewno nie tej kadencji. Trzeba by zmienić konstytucję, a do tego trzeba przekonać ogromną rzeszę ludzi i wszystkie partie parlamentarne lub prawie wszystkie, w związku z powyższym to jest sprawa przyszłości.

Praca senatora… Oczywiście posiedzenia Senatu i komisji senackich. Jestem członkiem senackiej Komisji Gospodarki Narodowej oraz senackiej Komisji Obrony Narodowej, co powoduje mój bliski kontakt z wojskiem. Takim przykrym wydarzeniem, w którym brałem udział, był pogrzeb ofiar katastrofy samolotu CASA. Uczestniczyłem również z gen. Gruszką w powitaniu żołnierzy wracających z Iraku.

Czyli Pańska praca, oprócz posiedzeń Senatu i komisji senackich, to przede wszystkim liczne spotkania z ludźmi…

Oczywiście, że tak. Po to są właśnie moje biura – w Krakowie i tu w Myślenicach. Spotykam się z obywatelami i działaczami samorządowymi. Ludzie zwracają się do mnie z prośbą o pomoc. I to jest rola senatora – lobbowanie w sprawach regionu, z którym jest związany. I to jest naturalne. Tak robią wszyscy senatorowie i posłowie i ja też będę się tak starał. Teraz dość skutecznie, dlatego że Platforma Obywatelska ma fachowy rząd, z którym mam bezpośredni kontakt. W Myślenicach jest budowane boisko w ramach projektu „Orlik 2012”. Chciałbym, żeby było również w innych gminach. Ponadto jeżeli ktokolwiek zwraca się do mnie o pomoc z jakąś sprawą, to piszę, staram się rozmawiać, iść do odpowiednich urzędników. Jeżeli jest jakiś program związany z mecenatem Małopolski, to staram się prosić, pisać, interweniować, bo taka jest moja rola. Senatorem się bywa, a człowiekiem i myśleniczaninem trzeba być zawsze.

Serdecznie dziękuję Panu za rozmowę oraz za nieocenioną pomoc w organizacji obchodów stulecia naszej szkoły. Liczymy, że zaszczyci nas Pan swoją obecnością podczas jubileuszu.